| STRONA GŁÓWNA BIOGRAFIA
DYSKOGRAFIA
TEKSTY
FOTOGRAFIE
WYWIADY
INFORMACJE
"Mowa pożegnalna"
<<<powrót
MULTIMEDIA
KSIĘGA
GOŚCI
CHAT
SONDA
KONTAKT
|
|
Najbardziej podłym uczucie,. jakiego
może doznać człowiek jest uczucie całkowitej bezsiły
wobec zdarzeń dramatycznych. Ta niemoc rozciąga się
także na słowo, które w obliczu tych zdarzeń staje
się boleśnie drewniane, nieprzydatne i puste, choć
wierzyliśmy w jego sprawczą moc.
Nie ma takiej mowy, która byłaby w stanie opowiedzieć
o ogromie krzywdy, pretensji i bólu po śmierci
kochanego człowieka. Zazwyczaj ten ból dotyczy wąskiej
grupy bliskich osób, ale bywa, że jest to ból
rozległy, wszechobecny, sięgający aż po horyzont.
Jakby dotyczył kataklizmu, czy wojny, a nie śmierci
jednego człowieka. Popatrzcie ilu nas tu jest. Ilu nas
połączył ból. Ilu nas przywołał Grzesiek dzisiaj.
Można oczywiście powiedzieć, że to jest przekładalne
na zasięg Jego talentu i specyfiki zawodu. Ale to tylko
część prawdy. Można powiedzieć, że był ustami
ogromnych rzesz ludzi. Ale to będzie tylko część
prawdy. Można dodać, że był artystą charyzmatycznym.
Ale to też tylko część prawdy.
Jest takie zdewaluowane słowo "dobroć".
Grzesiu był dobry. Nie w dzisiejszym, pragmatycznym
rozumieniu tego słowa. Nie "dobrym do
czegoś". Przydatnym. Nadającym się. Grzesiu był
dobry dla ludzi. Bardzo dobry. Serdeczny i życzliwy. Nie
tylko dla bliskich. Dla wszystkich. Są wśród nas
gwiazdy estrady, pierwszego blasku, które nie byłyby
nimi, gdyby tej Grzesiowej dobroci nie doświadczyły. W
branży, gdzie z dnia na dzień sojusznik-przyjaciel
staje się konkurentem-wrogiem, Grzesiu nie miał
wrogów. Tylko przyjaciół. To nie On zawdzięczał,
zawdzięczano Jemu. W wielu rozmowach i wywiadach na
pytanie co jest dla Niego najważniejsze w życiu
odpowiadał: miłość. Choć wiedział dobrze, że
miłość i rozum chodzą innymi duktami, zawsze jednak
dawał się prowadzić miłości.
Nie zgadzamy się z tym co się stało także dlatego,
że był bardzo młody i dlatego, że był tak bardzo
witalny Pamiętał Go będę zawsze w otoczeniu dzieci i
psów, wszystkich istot, które Go kochały. Więc brak
mi słów. Nigdy mnie nie zawodziły, ale dziś jest
inaczej. Mam w sobie wiele pretensji. Mam gniew, z
którym sobie nie radzę. Który przeradza się w pytania
zasadnicze. Mocne i obrazoburcze. To są pytania
adresowane do Najwyższego, a Jemu się pytań nie
zadaje.
W tej sytuacji z pomocą przyszedł mi sam Grześ. W
tomiku wierszy, który nie tak dawno mi przywiózł
znalazłem taki oto wiersz:
KROPLA
z jaką radością
traci swój kształt
kiedy spada deszczem
ledwo dotknie
pomarszczonej burzą
skóry oceanu
a już staje się mądra
jego mądrością
wielka jego wielkością
podobno my też
kiedy umieramy
spadamy tak w niebo
i
zapominając w końcu o sobie
stajemy się Bogiem
Tak więc Grzesiek, ta wielka kropla
serdeczności i talentu stał się cząstką Boga. A nas
zostawił tutaj z naszymi drewnianymi, ułomnymi,
słowami, które w żaden sposób nie przystają do tego
co się stało.
Ale jest coś, co jest prawdziwe, pełne żaru i
najszczersze. To są łzy. Popatrzcie po sobie. Ilu z nas
teraz płacze. Popatrzcie w siebie, ilu walczy ze łzami.
I nie wstydźcie się tych łez. Nie wstydźcie się. W
nich jest cała prawda o Nim. Grzesiek jest utkany z tych
łez.
Dzięki Grzesiu. Do zobaczenia
Jan Wołek
(Warszawa, Cmentarz Powązkowski 4 stycznia 2002)
|